poniedziałek, 1 listopada 2010

Walka o kulturę


Od dłuższego czasu jesteśmy świadkami nachalnej próby ulokowania w przestrzeni społecznej zwyczajów, które nie mają nic wspólnego z naszą kulturą. Zjawisku temu towarzyszy szeroko zakrojona kampania medialna, pokazująca w atrakcyjny sposób „nowości z zachodu”, jednocześnie bezwzględnie ośmieszająca próby przeciwstawiania się ich instalowaniu w Polsce.


Na przełomie października i listopada po raz kolejny na szklanych ekranach, falach radiowych i internetowych portalach zakróluje halloween. Niestety promowany będzie także w polskich szkołach.



Duchowe barbarzyństwo

Starszemu i średniemu pokoleniu 1 listopada od zawsze kojarzy się z przygotowaniami do uroczystego przeżycia rodzinnego spotkania przy grobach bliskich osób. To przywoływanie w pamięci postaci, zdarzeń, grabienie liści na cmentarzach, palenie świeczek na mogiłach tych, których znaliśmy, którym wiele zawdzięczamy, ale także opieka nad opuszczonymi grobami, sprzątanie żołnierskich kwater... Zastanawiamy się w tym czasie nad wartościami duchowymi, życiem pozagrobowym, odnawiamy w sobie wiarę w Zmartwychwstanie.

Niestety, kultywowanie tych pięknych polskich tradycji związanych z celebracją uroczystości Wszystkich Świętych i wspomnieniem Wszystkich Wiernych Zmarłych może już nie być tak oczywiste dla przyszłych pokoleń.

W szkołach, zamiast zorganizowanych spacerów na pobliskie cmentarze i przypominania o rzeczach ostatecznych, coraz częściej dla dzieci i młodzieży organizuje się halloweenowe dyskoteki. Trzeba się na nie przebrać w stroje wiedźm lub postaci z horrorów. Ważne żeby było śmiesznie i strasznie zarazem. Oczywiście nie można zapomnieć o charakterystycznej dyni ze świeczką. Młodzież w podobnych strojach będzie się bawić w restauracjach i pubach. Kilka lat temu spytałem rozbawioną grupę, czy nie przeszkadza im spożywanie napojów i posiłków w restauracji stylizowanej na wnętrze grobowca, z obowiązkowymi trumnami, kelnerami przebranymi za kościotrupy i odpowiednio „mroczną” muzyką. Usłyszałem: „Jest ok, tylko za mało krwi się leje”. Duchowe barbarzyństwo?

Systematycznie i coraz głośniej praktykom związanym ze „świętowaniem” halloween sprzeciwiają się środowiska chrześcijańskie. Akcentują nie tylko jego pogańskie korzenie (halloween wywodzi się z pogańskiego, celtyckiego święta ku czci boga śmierci – Samhaina), ale także gloryfikację zła, przemocy i śmierci. Głos w tej sprawie zabierali także pasterze Kościoła. Emerytowany arcybiskup Mediolanu, kard. C.M. Martini, na łamach włoskiego dziennika katolickiego „Avvenire”, podkreślił, że „halloween jest obcy naszej tradycji tak bogatej w wartości zasługujące na pielęgnowanie”, wyrażając ubolewanie, że „obyczaj ten jest coraz częściej obchodzony w krajach katolickich”. W podobnym tonie na propagowanie halloween w mediach i polskich szkołach zareagował śp. bp. Jan Chrapek, który uznał to za „próbę zamazania chrześcijańskiej głębi uroczystości Wszystkich Świętych”.

Odwołanie do dziedzictwa

Sprawę lansowania halloween, walentynek, „Święta Zimy”, czerwonych pajaców, zamiast św. Mikołaja i innych tego typu pomysłów widzieć należy w szerszej perspektywie niezwykle ważnego sporu o kulturę, który w Europie przybrał na sile w XIX w. i trwa po dzień dzisiejszy. Wszyscy uczestnicy tego sporu zdają się doskonale zdawać sprawę, jak ważny dla kondycji świata stanie się jego wynik.

W ostatnich dziesięcioleciach Kościół, jako jeden z podmiotów biorących udział we wspomnianym sporze, niezwykle aktywnie włączył się w promocje kultury chrześcijańskiej i wartości, które ze sobą niesie. Amerykański publicysta katolicki, teolog i filozof George Weigel zauważył, że cały pontyfikat i dzieło Jana Pawła II dało światu lekcję o prawdziwej sile napędowej zmian, które właśnie się dokonują. Dzięki papieżowi okazało się, że nie jest nią wcale uwielbiana przez świat ekonomia i polityka, ale właśnie kultura. Odwołanie się papieża do kultury, do dziedzictwa swojego własnego narodu, wskazanie na ten dziejowy potencjał, sprawiło, że od pamiętnej pielgrzymki z czerwca 1979 r. świat z zapartym tchem obserwował, jak Polska zrywa kajdany niewoli – i to nie tylko dla siebie, ale jak to bywało w przeszłości, walczy za „wolność naszą i waszą”, torując innym narodom Europy Środkowo-Wschodniej drogę do wolności.

Kontynuacja myśli Jana Pawła II

Podobną rolę przypisuje kulturze w misji dziejowej obecny papież Benedykt XVI. W swojej refleksji na temat kultury Josef Ratzinger, jeszcze jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary, pisał: „Na ścieżce racjonalizmu Europa rozwinęła kulturę, która w nieznany dotąd dla ludzkości sposób wyklucza Boga z publicznej świadomości, zarówno negując go zupełnie, jak też uznając jego istnienie za niemożliwe do udowodnienia, niepewne, a więc należące do zakresu subiektywnych wyborów, zatem jako mało ważne dla publicznego życia”.

W chwilę później przyszły papież w swojej książce dodaje: „Jeśli z jednej strony chrześcijaństwo znalazło swoją najskuteczniejszą formę w Europie, to z drugiej strony trzeba także powiedzieć, że w Europie rozwinęła się kultura, która jest w absolutnej sprzeczności nie tylko z chrześcijaństwem, ale z religijnymi i moralnymi tradycjami ludzkości. Stąd zrozumiałe jest, że Europa doświadcza prawdziwej »próby napędu«; stąd zrozumiały jest także radykalizm napięć, którym nasz kontynent musi sprostać. Jednak wyłania się tu także i przede wszystkim odpowiedzialność, którą my, Europejczycy, musimy podjąć w tym historycznym momencie. W dyskusji na temat definicji Europy i jej nowej formy politycznej nie chodzi tyle o jakąś nostalgiczną bitwę »tylniej straży historii«, co raczej o wielką odpowiedzialność za współczesną ludzkość”. Cytowana książka kardynała Ratzingera nosi tytuł „Europa Benedykta w kryzysie kultur”.

Nikogo, kto słucha słów obecnego Ojca Świętego, nie dziwi stwierdzenie, że współcześnie rozgrywa się na naszych oczach bitwa kultur. Antykatolicki „kulturkampf”, podjęty przez przywódców wielu europejskich krajów, wciąż znajduje wielu gorliwych naśladowców. Wiedzą oni, że władza nad umysłami wiąże się z opanowaniem kultury. Dlatego zadanie ewangelizacji kultury, zaproponowane przez Benedykta XVI, jest dzisiaj niezwykle ważnym wyzwaniem. Jesteśmy świadkami walki o kulturę, nie gdzieś na marginesie życia, ale w samym jego centrum. Bo walka idzie o istotę życia, jego fundamenty i pryncypia. Walka idzie o Boga i jego miejsce we współczesnej Europie.

Zdaje się, że nasza ojczyzna stała się już frontem starcia, o którym mowa. Latem na Krakowskim Przedmieściu mogliśmy się naocznie przekonać, że chrystofobia jest rzeczywistością, z którą przyszło się nam konfrontować także i w naszym – rzekomo katolickim kraju. Potrzeba nam dzisiaj wielkiej czujności, aby nie dać się odciąć od korzeni chrześcijańskiej kultury. Musimy bronić cywilizacji życia, chrześcijańskiej moralności, obecności wartości nam bliskich we wszelkich przejawach życia społecznego, politycznego i gospodarczego. Wspierać stewardessę, której nakazuje się zdjąć krzyżyk z szyi, pielęgniarza, który odmawia modlitwę nad śmiertelnie chorym człowiekiem w szpitalu i traci przez to pracę, reagować, kiedy naszej młodzieży w szkołach nakazuje się świętować halloween.

Przed nami egzamin z wierności Kościołowi i Piotrowi naszych czasów – papieżowi. Czy staniemy w pierwszych szeregach walki o człowieka, o prawdziwą wolność, którą dać może tylko Chrystus, o należyte miejsce dla chrześcijańskiej kultury, która, tak jak przez ostatnich dwadzieścia wieków, była siłą napędową pozytywnych przemian w Europie? Może być nią nadal, pokonując współczesne zło i stając się gwarantem prawdziwego szczęścia wszystkich narodów zjednoczonej Europy.

Tekst pochodzi z miesięcznika Don BOSCO, listopad 2010

ks. Jarosław Wąsowicz SDB

7 komentarzy:

  1. J 8,1-11.
    Wszyscy powinni uderzyć się w piersi. Nie tylko młodzież. Ksiądz jest taki bez winy?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wrażenie, że mój przedmówca chyba nie zrozumiał tekstu, albo jest mega agresywnie nastawiony do Księdza. CO ma młodzież do tego, że w szkołach promuje się im na siłę helloween. A co ksiądz ma z tym wspólnego. Ech... Współczuję autorowi poprzedniego komentarza... Brak pokoju i miłości w sercu, to duży brak...

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawda jest taka, że przez lata komunizmu utarł się stereotyp, że zachodnie jest lepsze: czekolada z RFN była lepsza od naszej masy czekoladopodobnej, dolary były lepsze od złotówek, a Mercedesy od Wartburgów, Fiatów, Polonezów czy Trabantów. Dwa pokolenia się przewinęły przez ten okres i wpajały swym dzieciom tę prawdę aż po kres systemu totalitarnego w Polsce. Ale tak jak gwałtownie zmienił się system mentalność wielu ludzi niestety pozostała w "starym" układzie. Młodzi ludzie zachłyśnięci wolnością wierzący w to, że zachodnie jest lepsze, a amerykańskie najlepsze kontynuowało poszukiwania "lepszych" produktów, tradycji... nawet języka. Dlaczego mówimy że coś jest "Trendy" a nie po prostu "Modne"? Halloween ma swoje początki właśnie we wczesnych latach '90 kiedy "poszukiwacze zachodniej lepszości" poprzywozili razem z samochodami i pralkami zachodnie obyczaje.

    Ale z drugiej strony mieszkamy w wolnym kraju, o który walczyli nasi przodkowie, więc uszanujmy to nie mówmy nikomu co ma robić.

    Pozdrawiam e-migrant

    OdpowiedzUsuń
  4. Religii uczy się nas kilka razy w tygodniu, a helloween jest raz w roku. Zamiast nienawiści do helloween pokażecie nam miłość do Boga i ludzi. Wielka ta „belka”.

    OdpowiedzUsuń
  5. Słuszna uwaga i smutny fakt, szkoła, to także lekcje religii.  
    Mała uwaga: miłości w sercu mogą być różne (alkohol, papierosy, narkotyki, seks, filmy pornograficzne, kluby sportowe, korupcja, komuna, PO, PiS  itd.), z pokojem w sercu też jest przeróżnie (patrz politycy), a  brak Boga i wiary w Niego w sercu,  to jest  ogromny brak, bo człowiek nie ma siły do walki ze swoimi grzechami i wszędzie widzi zło tylko nie w sobie. Grzech zgorszenia jest jednym z większych grzechów.  Nie wystarczy pouczać: „Nie czyńcie zła”, samemu trzeba czynić dobrze. Co jest w sercu człowieka wie tylko Bóg. Nie nam to oceniać.  „Nie sądź abyś nie był osądzonym!”
    W artykule jest poruszone tyle różnych wątków, a odpowiedź na nie jest tylko jedna: „Miłość do Boga”. Nie walczmy o człowieka. Walczmy z naszymi grzechami. Pokażmy niewierzącym jak nas nasza wiara zmienia na lepsze, jak wielką daje nam siłę do czynienia dobra, jak nas uwrażliwia na drugiego człowieka. Niech nasze zachowanie będzie kompatybilne z tym w co wierzymy. „Poznacie ich po ich owocach”.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety. Nieporozumienie za nieporozumieniem...

    A wystarczy sięgnąć do literatury, poczytać i wszystko stanie się jasne.
    Chrześcijaństwo siłą nawracając "barbarzyńców" adaptowało lokalne tradycje na swoje potrzeby. I tak mamy - o dziwo, w okresie pogańskich świąt z okresu przesileń święta chrześcijańskie - zresztą nawiązujące do tych samych motywów.

    Teraz, nawet po XX wiekach, odbija się nam to czkawką. Bo zamiast wymyślać tabuny świętych i świąt, podmalowywać starych bogów i czarować prostaczków - należało by się pochylić nad istota dobrej nowiny...

    Do pracy i nauki Panie i Panowie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Chwalebnie zachował się w tym względzie ordynariusz diecezji Gdańskiej ks. Arcybiskup Leszek Sławoj Głódź - w liście do wiernych wyraźnie wskazując negatywne elementy halowin /pisane tak specjalnie/

    Idźmy drogą świadectwa i prawdy

    OdpowiedzUsuń